Ciastko i podopieczni

Wiadomo, że popołudnie to pora na kawę i jakieś ciacho. Starsi lubią takie codzienne „święta”, bo czują się rozpieszczani i docenieni, jako ludzie, którzy jeszcze coś znaczą i czymś sobą oferują. Jest to z jednej strony fajne, aczkolwiek się zdarza, że podczas rozmowy przy ciastku wychodzą ich kłopoty codzienne i wiemy w jakim kierunku podążać, kiedy mamy pomóc i zrobić, co dla nich najlepsze. Taka kawusia chyba pozwala na rozpoznanie naszej pracy za granicą, a nawet w naszych rodzinach, kiedy tak się zdarzy. Obserwacja i rozmowa to chyba najlepszy sposób na naszych milusińskich staruszków i czy nie mam tu racji?

Kwiaty i opieka

No nad kwiatkami w doniczkach trzeba się nieźle nagłowić. Ja z nimi rozmawiam i wiem, kiedy kłamią, a kiedy chcą coś powiedzieć. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie. Nigdy nie myślałam, że rośliny mogą tak funkcjonować, jak ludzie. A jednak tak chyba jest, bo jak gadam do doniczki, to kwiatek odpowiada na słowa. W zasadzie taka opieka nad kwiatkami jest może i śmieszna, ale uczy nas pokory i zajmowania się roślinami jak ludźmi i w sumie bardzo mi się podoba. Bo jak to wytłumaczyć, że akurat kwiatek krzyczy, że trzeba go podlać, czy jak ma za mokro, to odlać wodę? No normalnie nie do wiary!

Jesień i grzanie

Jest już powoli jesień i trzeba się przygotować. Zacząć powoli ogrzewać mieszkanie lub dom. W przypadku mieszkania, to raczej spółdzielnia sprawdza temperaturę, ale w przypadku domu to nie jest takie proste. Albo trzeba kupić sobie węgiel i drewno, albo jak ktoś ma piec gazowy, to włączyć i czekać na najbliższy rachunek za gaz. Wygodniej chyba by było być „blokowcem” i zapłacić za wygodę, aniżeli kupić tonę węgla i drewna i tachać to do chałupy. Inni w Niemczech kupują olej, bo to trzecia opcja, ale tam olej kosztuje niezłe pieniądze i trzeba przeliczać opłaty i serwis. No nie jest łatwo mieć 4 litery ciepłe….

Józek blues

No siedzisz z chłopem, śpicie razem, a tu śnieg, a chłop nic. No szlag trafia. Wtedy przypomniała mi się piosenka pt. „Zenek blues” i zaczęłam się śmiać. Obudziło to jego, ale wstać mu się nie chciało, więc spokojnie zaśpiewałam: Wstawaj Józiu, śnieg na dworze, wstawaj, bo będzie gorzej, wstawaj, bo ci przyłożę, wstań Józiu wstań! Muzyka łagodzi obyczaje, ale czasami tylko bez niej nie idzie. Oczywiście Józek wziął łopatę i docierał się ze śniegiem. Tak, jak w małżeństwie. Dotrzeć się 2 silniki muszą, jak nowe auto. Byle nie za szybko, bo się ten wspólny samochód i silniki zatrą, a potem to ja nie wiem, na jaki warsztat człowiek trafi i zaopiekuje się dwoma rozrusznikami…

Ośmiornica i faceci

Kobieta czasami bywa, jak ogromna ośmiornica. Chwyta swoimi mackami faceta i myśli, że go usidli, ale w normalnym życiu tak to nie funkcjonuje. Faceci i tak to zrobią po własnej myśli. Niby się zakochują, niby opiekują, a swoje myśli mają w zanadrzu i kombinują, ile mogą. Ciekawa jestem, czy małżeństwa z pięćdziesięcioletnim stażem też robili takie podchody? Mam tylko jedno spostrzeżenie, czy jakoś można się porozumieć i jakoś razem przeżyć? Zawsze jest chyba problem i czasami nie wiadomo, co zrobić? Szczególnie, jak są dzieci, trzeba je edukować i postarać się o dobre wychowanie i wykształcenie. Jak to ludzie robią na przestrzeni wieków?

Monety i odkrycia

Niedawno odkryto 300 monet złotych w kamiennej amforze. Miejsce miało gdzieś tam we Włoszech, ale odnalezienie wiekowej amfory i tyle złotych monet to przedziwne znalezisko. Co prawda widziałam to w tv, ale zaciekawiło mnie to. Nie myślałam, że jeszcze takie rzeczy się znajduje. Ja sama kiedy byłam młodą dziewczyną znalazłam starą monetę w moim własnym ogródku, a po latach drugą. Skąd to się bierze, to nie mam najmniejszego pojęcia. Dzisiaj jakoś inaczej na to patrzę, ale wciąż się zastanawiam, jak można znaleźć takie coś pieląc zwykły, mały ogródek i ryjąc w ziemi? No jakoś to chyba jest, ale znaleźć  niemieckie Fenigi? Skąd?

ZUS a my

ZUS jest kochany, jak wszystko przebiega sprawnie, ale mnie się jakoś nie specjalnie udało. Okazało się, że w kompie w moim wszystko było w porządku, a w wojewódzkim bajzel i to po 9-ciu latach. No można się wściec! No bo jak tak można z ludźmi postępować. Nie można było tego od razu jakoś załatwić, tylko oddział w moim mieście nawet o niczym nie wiedział? To się nazywa kontakt między oddziałami, a nas tu szlag trafia. Nie moja wina, że zleceniodawca za mnie nie płacił, a mnie okantował. Kurczę blade, jak wszyscy biznesmeni tak robią, to chyba lepiej jechać z jakiejś firmy za granicę i sobie dorobić jako opiekunka, bądź w innym fachu.

Hipopotamy w Kolumbii

Słynny Pablo Escobar, przemytnik narkotyków i gangster stwierdził, że chce mieć hodowlę hipopotamów. Stworzył więc ją (w końcu miał kasę). Były to jedyne hipcie w całej Kolumbii. Udało mu się to i to w jakim stylu. Dodatkowy dochód nie sprawiający specjalnych problemów, oprócz pracowników i się w zasadzie samo kręciło w czystym terenie. Zresztą też było dużo odwiedzających i te naturalne środowisko dobrze działało. Chłop miał legalny zysk, ludzie uciechę, a reszta na boku się kręciła. Szkoda tylko, że po jego śmierci w 93′ czy 98′ uciekło z hodowli ponad 300 sztuk. Może to była kradzież dla jakiegoś ZOO, albo zwierzaki chciały wyjść na wolność? Nie wiem.

Małpy w ZOO

Kiedyś byłam w ZOO w Niemczech. Akurat miałam urlop i sobie tak hop-siup pojechałam i miałam okazję pozwiedzać. Taka „małpa” jak ja zawsze musi nawywijać, a ja chciałam tylko sobie zwierzaczki obejrzeć i koniec. Byłam z moim ówczesnym partnerem no i się zaczęło. Najpierw spokojnie pooglądaliśmy duże zwierzaki na wybiegu, a potem poszliśmy sobie to takiego pomieszczenia z rybkami i płazami. Nagle zauważyłam salamandrę meksykańską i przypomniały mi się czasy licealne, gdzie trzeba się było zwierzakami opiekować i uczniowie to robili. Partnerowi zaczęłam więc opowiadać o hormonalnej przemianie salamandry w aksolotla. Nawet nie zauważyłam, że chyba wyszłam na przewodnika, bo nagle mnóstwo ludzi się za nami zebrało…i było mi trochę głupio, ale zabawa była fajna.

Domy w Niemczech

Każdy dom, który widzimy ma albo swoją historię, albo mieszkańców. Mnie podobają się te stare, czyli białe z czarnymi belkami zbudowane zarówno z gliny, jak i drewnianych belek. Na pozór wyglądają niby staro i się „sypią”, ale jakim cudem przetrwały tyle lat, to dla mnie jest pełne podziwu. Nie wiem, ale chyba to jest styl bawarski. Osobiście jestem za, ale jak ludzie tam mieszkający sobie przez cały rok radzą z utrzymaniem, ogrzewaniem i remontami? Przecież o ściany zewnętrzne trzeba dbać, belkami się opiekować, malować, impregnować i takie tam, bo się za bardzo nie znam. Muszę jednak powiedzieć, iż jestem pełna podziwu dla mieszkańców.