Strach i opieka

Jeżeli pierwszy raz jedziemy do Niemiec do pracy, to zawsze się boimy, jak to będzie i czy damy radę? Wiadomo, że może nam się stać już nawet po drodze coś niedobrego i chyba także przez to się denerwujemy. Gorzej chyba jest, kiedy przyjedziemy na miejsce i znowu to samo. Denerwujemy się, jak będzie wyglądać praca i czy damy sobie radę? Zresztą jak w życiu. Dostajemy normalną pracę i test w zasadzie jest chyba taki sam. Nowi ludzie, nowy szef i co tam jeszcze. W zasadzie starając się o pracę dajemy swoje CV, ale zawsze należy zwracać uwagę na to, by ją dostać.

Dowcipy i opieka

Często dowcipy powodują, że bycie opiekunem jest fajne, kiedy jesteśmy weseli i próbujemy za wszelką cenę rozśmieszyć naszych ludzi, którymi się opiekujemy. Potem mamy satysfakcję, że przynajmniej nasi podopieczni będą mieć chociaż chwilkę śmiechu w życiu. Dlatego też zabawiajmy ich i róbmy wszystko, co trzeba, by mieli jak największą frajdę w starszym życiu i powód do śmiałości, żeby sobie radzili na „stare lata” i jakoś sobie w ogóle radzili. Tak jakoś starajmy się robić. Oni mają wesołość, my także, a życie sobie leci. Byleby jakoś sobie poradzić, a reszta niech sobie płynie swoim biegiem i daje nam satysfakcję z tego, co robimy.

Wolny strzelec

Takim strzelcem wolnym można być, tylko że w opiece dostaniemy niby więcej pieniędzy, ale czy w życiu nam się to opłaca? Znak zapytania. Co prawda niektóre kobiety mają łatwiej, bo mają swoją rentę lub emeryturę i jeszcze sobie dorabiają w Niemczech, jako opiekunki. Tyle tylko, że niestety nie mają możliwości mieć dodatków z jakiejkolwiek firmy, żeby sobie dorobić tak legalnie. Ryzykują i niby jakoś to leci, ale czy warto tak robić i czy w ogóle narażać się na takie sytuacje? Tak trochę się zastanawiałam i doszłam do wniosku, że są to osoby odważne i zdeprymowane. Pewnie poprzez to, by pomóc rodzinie..

Czas letni

Już mamy praktycznie czas zimowy, bo mi tu komórka nadawała. Niestety zima zbliża się powoli wielkimi krokami, ale na razie mamy jesień i niestety zmianę czasu, ale musimy mieć na względzie, że nam to da do wiwatu. Dobrze, że jakoś sobie radzimy, jako opiekunowie, ale trzeba mieć na względzie dbanie o siebie i o naszych podopiecznych. Oni także widzą, że czas i możliwość wyjścia na zewnątrz coraz bardziej jest niemożliwa. Musimy w takim bądź razie jakoś sobie poradzić i sprawić, żeby wszystko było w porządku. Zmiana trybu czasu powoduje, że robimy, co w naszej mocy i chyba to jakoś poleci..

Kłamstwo i nasza praca

Nam się zdarza w życiu kłamać i czasami to robimy. Szczególnie jak jesteśmy opiekunami i mówimy, że jest OK. ale wiemy, że musimy się postarać o to za wszelką cenę. Być może jest to nasz strach, albo przypadkiem coś się stało i nie potrafimy sobie poradzić. Rodzina dzwoni i pomimo przypadku, czy naszej samowoli wychodzi to, co wychodzi. Należy słuchać wszystkiego i wszystkich, bo to może wpłynąć na nas, jako opiekunów i zachować twarz. Kłamstwa mają jednak krótkie nogi i jeśli się sprzeniewierzymy, to możemy utracić pracę i wylądować na bruku. Dlatego dbajmy o naszych chorych i bądźmy dla nich jak rodzina.

Nauka gwary

Uczyć należy się wciąż i zawsze zwrócić uwagę, by było to poprawne. Ja jakoś wpadłam na język Hanysów i powiem szczerze, że mi się spodobało. Gwara śląska ma chyba coś do siebie i przyciąga ludzi. Zresztą miałam okazję spotkać Ślązaczkę, kiedy byłam w szpitalu w Niemczech. Obie miałyśmy kłopoty z pokarmówką, ale pierwsze spotkanie było wesołe i jak musiałam odejść, to byłyśmy obie popłakane, bo wiedziałyśmy, że już nigdy się nie spotkamy. Ale gaworzyłyśmy sobie po śluńsku i było fajnie. No kto np. wie co to jest „żymła”, albo „fett”? Ale , jak powiedziałam, że będę na sali mieć Hanyskę, to dziewczyna uśmiała się po pachy. Taka historia.

Jesień i zaprawy

Jeśli ktoś myśli, że zaprawy są głupotą, to się grubo myli. Starsi ludzie nadal to robią, bo po prostu są nauczeni. Ja także tak robię, bo mnie mama tego nauczyła w czasach lat 80-tych i tak mi już pewnie zostało. Zaopiekować się jabłkami, czy śliwkami w bezpańskim ogrodzie to chyba nie grzech. Przecież po co mają się marnować, jak można coś zrobić i potem bez pustej ręki jechać w odwiedziny do kogoś i dać coś od serca. Często jest to dżem, powidła, kompot, czy nawet nalewka dla gospodarza. Zawsze coś. Ja jednego roku także dostałam przecier pomidorowy, bo obrodziło i to był z tego najlepszy sos do gołąbków!

Opieka i jedzenie

No pięknie nie jest opiekując się osobą ze szczególnym uwzględnieniem jego jadłospisu codziennego. Wtedy nie jest nam łatwo, jako opiekunom, bo boimy się, czy damy radę i co mamy gotować? Ja miałam przypadek cukrzyka i z jednej strony nawet dobrze było, że sama jestem cukrzykiem i mogłam coś doradzić. Przygotowanie śniadania było nie lada sztuką, bo jeszcze miałam do wykarmienia żonę. Wstawałam wtedy 2 godz wcześniej, by sama zjeść śniadanie i poszykować też dla obojga. Starałam się bardzo i chyba się udało, ponieważ mąż był szczęśliwy, jak dostał do chlebka furę warzyw i w zależności od cukru nawet i jakiś owoc, a żona zawsze zachwalała, że dobre. Chyba mi się udało…

Zalety mycia

Myjemy często ludzi, którymi się akurat opiekujemy, bo np. nie ma specjalnej opieki poprzez Pflegedienst. Zawsze denerwowało mnie, że codziennie rano należało umyć delikwenta, a potem wieczorem po kolacji przed snem. Fakt jednak był taki, że taki leżący chory był czyściutki i zadowolony, że w ogóle ktoś przy nim był. Ciekawe było, że po zmianie na nową zmienniczkę, to chora ciągle wzywała mnie i dla nich było tylko moje imię, a nie imię zmienniczki. Było to dla nich udręką i zawsze na to zwracały uwagę. To jakoś ciekawe, choć najważniejsze było utrzymać podopieczną w czystości i dopełnienie naszych obowiązków na co dzień.

Opieka i słodkości

Oj, każdy ma chyba tę przypadłość. Szczególnie mężczyźni, którzy jak dopadną potrafią zjeść niezliczoną ilość kawałków ciasta. Szczególnie, jeśli jest to ciasto na śliwkach węgierkach. To zawsze daje im zadowolenie w życiu. No i jeśli sami upieczemy ciasto na Stelli, to podopieczny jest zadowolony. Niestety nie można tam kupić galaretki na ptasie mleczko w sklepach i trzeba czasami nieźle szukać. Dlatego też jedyne, to kupić żelatynę i łączyć ją z sokiem z kompotu, a kremówkę zawsze można kupić. Ja jestem wyznawcą tradycyjnych rzeczy i osobiście wyznaję zasadę, że robić we własnym zakresie, a nie kupować coś, czego nie jesteśmy pewni jakości.