Śluński jynzyk

Zdarza nam się (szczególnie w Zagłębiu Ruhry) być opiekunką, bądź opiekunem i mamy do czynienia z ludźmi pochodzącymi ze Śląska. Już teraz w zasadzie chyba następnym pokoleniem, co nie znaczy, że „Starziki” nie zapomnieli o własnym języku gwarowym. Stąd zainteresowało mnie, jak oni godajum. Mnie osobiście ten język bardzo mi się podoba i często „chytam” się na tym, że używam przy spotkaniach tych słów. W tych momentach jest mnóstwo śmiechu, bo jak poznanianka kuma richtig ślunsko gwara. TYlko mam 1 szkopuł, bo za wszelką cenę nie mogę się nauczyć gwary „kaszebskiej”. Masakra. Ani wiadomości, ani jakiegoś filmiku. Będę szukać dalej.

Nadchodzą Święta…

No tak. Jak co roku mamy Święta Wielkanocne i wiadome jest, że trzeba zrobić porządki świąteczne w domku, jak zwykle. Zaopiekowanie się domownikami, oknami, podwórkiem, czy balkonem, nie mówiąc o całym mieszkaniu. W Wielki Czwartek tradycyjnie „zajączek”, w piątek Boże Rany i można wtedy chłopa uderzyć (hehehe) a w sobotę lecimy ze święconką. Mam nadzieję, że taka opieka nad rodziną się przydaje. Nie jest ważne, gdzie jesteśmy, ale także wprowadzając takie tradycje w opiece w Niemczech mogą się przydać dla podopiecznych. To przecież nie jest jakaś wysublimowana opcja, ale coś tak od serca….

Kwiateczki – brateczki

Jak już mamy to ciepełko, to musimy zaopiekować się naszymi balkonami i ogródkami. Trzeba po prostu wyjść na zewnątrz, posprzątać, a potem się wziąć za donice i przycinanie suchych pędów. Najlepszy ubaw już jest potem, jak wracamy do domu i widzimy: tu sprzęty schować zimowe, okna, firanki, zamiatanie, odkurzanie, mycie szafek i takie tam łącznie z odświeżeniem garderoby i pakujemy się w pranie, prasowanie i gonimy, bo przecież także trzeba się szykować na Święta Wielkanocne. No i znowu, jak co roku ustalanie menu na stół, co upiec najlepiej, dyskusje z sąsiadkami, co tam u nich w kuchni i pełna zabawa. Zabić się można.

Wiosenne porządki

W każdym domu robi się wiosenne porządki i w Niemczech także, jak ludzie wylegają wprost do ogródków i robi się tłoczno. Sama jako opiekunka miałam możliwość powiedzieć „Dzień dobry”, ale czasami to oni byli pierwsi. Wiadomo, że ploty rozchodzą się po sąsiadach, że ktoś tam sobie wziął opiekunkę z Polski i kwestia tego potem, kiedy nas wezwą ” na spytki”. Wiadomo, że o chorym nie wolno nam mówić poza tym, że jak na swoje dolegliwości sobie radzi. O sobie troszkę można pogadać, albo wymienić się wiadomościami na temat ogródka, albo też od nich się czegoś nauczyć. Lubię takie luźne pogaduchy, ale trzeba zachować umiar.

Poszukiwania opiekuna cd.

Słuchajcie, jeżeli nam ktoś zaginie, który jechał do opieki i nie mamy z nim żadnego kontaktu, to co robimy? Dzwonimy najpierw do znajomych i także na policję zgłaszając sprawę zaginięcia. Najgorsze chyba są te nerwy, które nas dręczą. Jedzie nam osoba z rodziny do opieki w Niemczech i nagle człowieka nie ma? No zadziwiające i emocjonujące, ale nerwy mamy na postronkach i się ciągle denerwujemy. Nikomu nie życzę, żeby takie coś się stało. Pewnie każdy by wpadł w panikę i kombinował, co tylko jest możliwe. Mam tylko nadzieję, że takie sprawy rozwiąże nam policja, albo jakieś biuro detektywistyczne, tylko musimy mieć wtedy pieniążki.

Poszukiwania opiekunów

No dobra, jedziemy do pracy w opiec i nagle giniemy. Słyszałam, że można zaginąć już w trakcie jazdy. Jest to wtedy niebezpieczna jazda. Kurczę, ktoś wyjeżdża i nie wiadomo gdzie się podziewa? Jako np. współpasażer to zawsze się wszystkich pytamy, gdzie człowiek jest, szukamy i wszystkich dokoła pytamy, czy Niemców, czy innych ludzi i szukamy za wszelką cenę. Matko kochana, kiedy ktoś się zgubi i na miejscu go nie ma, to każdy kierowca już kombinuje, zawiadamia policję, a sami staramy się już coś robić, by człowieka znaleźć. Zdarza się, że ktoś gdzieś pójdzie, a reszta się martwi, ale jest też, że znika bezpowrotnie… Chyba dlatego się boimy jechać…

Szkoda nas…

No pewnie, że szkoda nas kobiet. Święto minęło i dalej ten cały kierat. Głupkowate to jak but, ale to my jesteśmy tą „zelówką”. Teraz oglądam tak głupkowaty film, że chyba on sam wymaga opieki. To się nazywa „Nowe przygody Alladyna” i jest tak porąbany, że aż fajny. Co się uśmieję, to moje. Reżyserom czasami chyba odbija totalna palma, a my musimy opiekować się telewizorem, żeby sam, jako sprzęt nie zwariował. My tylko możemy się pośmiać, ale niestety to tylko chwila, by przejść na ciemną stronę mocy i wiadomo o co chodzi. Są filmy mocne, komediowe, kryminalne i romantyczne. Ja w Niemczech poznałam „Kobrę” i chłopaki już są w naszej telewizji. Lubię ich…

Wiosenka zagościła

No OK. Wiosenka zagościła pomimo nieciekawej pogody, ale jesteśmy już na plusie. W sensie temperatury, jasne. Gorzej z opieką nad naszymi „starkami”. Jest to powiedzenie ze Śląska, bo na babcię się mówiło i mówi „Starka”, a na dziadka „Starzik”. Dialekty także pojawiają się w Niemczech i w pewnych regionach nie mówi się, że „Ich bin zu Hause”, ale „Ich bin da Heim”. Szczególnie jest to popularne w Bawarii. Warto czasami tak się pobawić gwarą, bo to nam dodaje splendoru i jeśli pewne rzeczy opanujemy, to mamy możliwość chociaż trochę się popisać. Najlepiej teraz popytać starszych sąsiadów o nazwy regionalne roślin i w domu opowiedzieć z dialektem, jak wiosenne kwiatki się nazywają.

Z wiosną

Jak to mówią: Z wiosną nadzieje rosną i dlatego jeżeli jest taka możliwość wychodzimy z podopiecznym, czy podopieczną w Niemczech na spacer, żeby mieć trochę spokoju i pogaworzyć sobie na różne tematy i uczyć się życia. Mają w końcu więcej doświadczenia życiowego aniżeli my – młodsi. Jednocześnie uczymy ich patrzenia na świat inaczej. Cieszyć się tzw. dniem dzisiejszym i tym, co jest na zewnątrz. Ptaszki, kwiatki, motylki, czy pierwsze oznaki wiosny powodują, że mamy inny stosunek do podopiecznego, czy w ogóle do świata. Szczególnie, kiedy wychodzimy na spacer i możemy sobie porozmawiać. Chyba to dobry sposób?

Opieka i jak?

No pięknie. Jedziemy sobie do opieki, myślimy o pieniążkach lepszych niż u nas tylko nie wiemy, jak to się potoczy. Będąc opiekunką staramy się spełniać warunki, które nam narzuci firma i potem dodatkowo rodzina. Jest to bardzo trudne, ale jeżeli w miarę posługujemy się językiem, to w sumie jest w porządku i jakoś potem dajemy sobie radę. No przecież w domu rodzinnym wykonujemy te same zadania. Pranie, sprzątanie, gotowanie, czy prasowanie to normalne, ale wykonujemy to wszystko machinalnie tak, jak we własnym domu. Myślimy, że jest dobrze, ale rodzina pomimo wszystko kontroluje nas i myślą, że będziemy tańczyć, jak nam zagrają…Ale tak się nie da…