Kontakt z chorym

Nie wiem, jak to  inni robią, ale mnie się raz udało i wyszło dobrze. Co prawda były dni, że obie baby nie miały humoru i robiło się trochę gęsto w powietrzu i w zasadzie nie można było wytrzymać momentami. Ale po chwili wszystko było w porządku i potem po roztrzygnięciu sprawy wszystko przyszło do normy. Ciekawa jestem, jak innym opiekunkom to wychodzi? A może jest to tak, że kobiety jakoś ze sobą niby współgrają, a czasami się kłócą. Pewnie jest to chyba uzasadnione hormonami i opieką, ale w sumie musimy mieć kooperację wzajemną i chyba zawsze jest ważne, by jakoś sobie radzić z dwóch stron.

Jesień i ogród

Jesienią niestety musimy brać się nieźle do roboty. Nawet będąc opiekunką trzeba wygrabić liście i uporządkować rośliny na grządkach. Nie zawsze nam się chce, jeżeli mamy do roboty oporządkowanie chorego, sprzątanie domu, pranie i jeszcze do tego ogródek przydomowy. Jak to nam się udaje, to w zasadzie nie wiem? Ale niestety trzeba, bo chory pomimo tego, że leży, czy też chory i chodzący chce, byśmy to wykonali w miarę naszej możliwości. Jest często tak, że jeśli chory jeszcze może chodzić, to wychodzi z nami na zewnątrz i mówi, co mamy robić? Dla mnie jest to cenna wskazówka i dla ogrodu i na przyszłość.

Sprzątaczka i opiekunka

Jeżeli jesteśmy w pracy, jako opiekunki, to zdarza się nam, że czasami musimy także współpracować ze sprzątaczką. Jeśli trafimy na twardą sztukę, to niestety jesteśmy malutkie, bo Niemki są czasami bezwzględne wedle naszej pracy. Ale trafiają się też bardzo fajne, miłe i pomocne. Ja akurat na taką trafiłam. Pomimo tego, że miałam swoją pracę, starałam się także jej pomóc jak tylko mogłam. Ścierki zawsze miała wyprane, narzędzia do pracy też i wesoło nam było. Kawka z podopieczną i z nią to był co tygodniowy rytuał i zawsze się cieszyłam jej wizytą. Dostawałam od niej przepisy, albo ciekawe ciuchy. Życzę takich koleżanek dla każdej!

Sztuczna inteligencja

Są już roboty, które pracują w domu. Nie mówię o odkurzaczu, który sobie jeździ i niby odkurza sam, a kąty gdzie? No chyba, że ma te szczotki takie długie, gdzie trafiają także na boki. Jeszcze jako opiekunka nie miałam sposobności tego doświadczyć, ale pewnie kiedyś poznam taką maszynkę i się nauczę obsługi. Potem oczywiście stwierdzę, czy mi się widzi, czy nie? Lecz są teraz już w Japonii fajne roboty, co robią w zasadzie za człowieka. Na razie są testowane, jako pomocnicy domowi, ale myślę, że kiedyś w opiece mogą nas nawet po większej części zastąpić. My możemy dbać o ludzi, a one o dom.

Rehabilitacja i my

W opiece często musimy także pracować jako rehabilitanci. Nie jest to piękna robota, ale jak mamy takiego „aniołka” to serce nam się kraje i robimy rzeczy, których nawet nie mamy w umowie. Ale jak się trafi taki kochany człowieczek, to niestety…  Owszem, przychodzi dajmy na to rehabilitant 2 razy w tygodniu, ale reszta (oprócz opieki) to za mało i próbujemy chociaż w jakimś stopniu coś zdziałać pomimo, że nie jest łatwo. Robimy rzeczy, które obserwujemy podczas pracy fachowca i przy pomocy męża lub żony uczymy się, ale jednocześnie dodatkowo pomagamy człowiekowi. Tak jakoś nam się zdarza i ważne, by nie zatracić własnego człowieczeństwa.

Grająca szafa

Te stary szafy grające mają swój urok i rzadko gdzie można jeszcze je spotkać. Mnie się zdarzyło w Niemczech spotkać taką, jak pokazują w amerykańskich filmach. Byłam na kawie z moim podopiecznym, który jeździł na wózku, jak musiał wyjechać na spacer. Oprócz tego, że kawę zamówiłam, to zapytałam się, czy taką grająca szafę jeszcze można uruchomić? Ciekawa byłam, czy takie rzeczy jeszcze żyją na tym świecie? Okazało się, że są i po konserwacji całkiem nieźle sobie radzą. No to mnie zdziwiło i to w dodatku będąc opiekunką za granicą. Normalnie konsterna. Ale jedno było fajne. Ludzie widzieli kobietę, która tańczyła z człowiekiem na wózku. Sami ruszyli w tany i to było najfajniejsze!!!

Kolacja przy świecach

Jest nie raz taka sytuacja, że nasz podopieczny ma jakieś zwariowane pomysły. Jak jest kobieta, a facet nie jest groźny, to można sobie trochę wieczór umilić. Ja miałam taką sposobność, że miałam propozycję zorganizowania ładnej kolacji przy świecach, a facet był tylko spragniony czegoś dobrego do jedzenia. No więc zabawiłam się w kucharkę, a potem w kelnera. Najpierw musiałam przygotować jedzonko na wieczór, przygotować stół. No to się wzięłam do roboty. Ciasto w piekarniku (stara niemiecka receptura), potem zrobiłam kolację (cukiniowe placki z kwaśną śmietaną), oczywiście herbata i tak urządziliśmy sobie piękny wieczorek przy bardzo śmiesznej kolacji, ale przy świecach i filozoficznej dyspucie. Zdarza się, co nie?

Dawaj człowieku

Jedziemy do Niemiec, jako opiekuni pierwszy raz. Mamy strach przed transportem, co zastaniemy na miejscu i jak to wszystko będzie? Żeby chociaż przejazd był w porządku, to musimy o to zadbać w najmniejszych szczegółach. Ale potem musimy zaprzyjaźnić się z podopiecznym i rodziną. To daje też nieźle popalić na nerwach. Niestety można czasami wpaść z deszczu pod rynnę. Pierwsze zlecenie i w zasadzie trzeba właściwie uciekać. Chory, bądź chora rzuca w nas zupą, albo innymi rzeczami, a rodzina właściwie nie reaguje, pomimo telefonów. Oni się nie zajmują, a ty człowieku zapierdziulasz i jeszcze masz się ciszyć, że w ogóle masz robotę.

Dzień Zaduszny

No tak, jeśli mamy Wszystkich Świętych, to następnego dnia jest Dzień Zaduszny, czyli dzień dla naszych umarłych, o których musimy pamiętać. Odwiedźmy zatem jeszcze raz nasze rodzinne groby, by znowu powspominać kim byli, co dla nas zrobili za życia i jak nami się opiekowali, kiedy byliśmy małymi dziećmi i biegaliśmy koło nich, czy to z piłką, czy z zabawką, którą nam dali na urodziny, czy chociażby jedząc z nimi wspólnie tort. To się wtedy staje takie romantyczne, ale jedno jest niepodważalne, że trzeba co roku o nich pamiętać, bo tyle, co nam dali jak byliśmy dziećmi, to już się nie powtórzy…

Święto zmarłych

Właściwie Dzień Wszystkich Świętych. Spotykamy się z rodziną przy naszych grobach rodzinnych, zapalamy znicze i rozmawiamy ze sobą. Potem jest Msza św. na cmentarzu i razem w zasadzie idziemy do domu rodzinnego, by wypić sobie kawę, zjeść ciasto, spotkać się w zasadzie wspólnie razem. To chyba taki moment, gdzie można podumać, porozmawiać ze sobą nawzajem i jakoś tak być wszyscy razem. Wiąże to rodzinę. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Bardzo mi się podoba, jak Cyganie przychodzą na cmentarz. Wtedy jedzą, piją i rozmawiają całą gromadą. Wiadomo, oni zawsze mają ustrojone groby w pełnym rozmiarze i miło mi jest ich spotkać.