Żarówa

Świecić zawsze można, chociaż lepiej by było pozytywnie. I tak w zasadzie chyba jest  najlepiej. Zawsze mnie śmieszy jedno, jak widzę żarówki OSRAM. To chyba idealna opieka dla much i innych stworzeń, łącznie z kurzem. Osrane to wtedy jest dokładnie i musimy zadbać o czystość. Oczywiście czyścimy i potem jest i światłość i żarówa czysta. W sumie to chyba my mamy w życiu świecić jak właśnie te żarówy. Powinniśmy zawsze być człowiekiem „świecącym” uczciwością, dobrym słowem dla innych i swoją postawą. Jakoś zdarza nam się, że jesteśmy zmęczeni i rozkojarzeni, ale kiedy się kogoś spotka, to zaraz jakoś nam się udziela i zapala się lampka w głowie i robimy, co należy.

Podryw

Jest czasami taki dzień, kiedy ktoś ci włazi na „gadulca” i truje cztery litery. Warto w tym momencie ot tak sobie kulturalnie zakończyć sprawę. Tutaj człowiek pracuje, a ktoś tyłek truje. No można się tylko pociąć i pochlastać. Nie dość, że jakoś mamy dostęp do neta, to jeszcze komunikując się z rodziną, ktoś nam zawraca głowę i zaraz komp leci wolniej. Są to chyba jakieś loty, ale wiadomo, że chcemy być z bliskimi, jak pracujemy w Niemczech, a tu komuś się wydaje, że chce dupsko truć dla hecy. Nie podoba mi się to, ale z klasą odmawiam komunikacji. Po pierwsze: po co mi to? Po drugie: Na podryw to już wiekowo się nie chce. Ale młodzi widocznie jeszcze nie myślą jak na wiek 34 lat. My mamy opiekę i nie w głowie nam takie podchody.

Za granicą

Jeśli jedziemy do pracy za granicą, to możemy liczyć się z tym, że np. w Niemczech spotkamy się z kimś, kto także pracuje jako opiekun tak, jak my i ma przerwę w tych samych godzinach, a także wieczorem o ile jest to możliwe. Wtedy wspólnie można się umówić na wyjście wieczorne i trochę pogadać na temat nie tylko naszej pracy, ale i życia osobistego. Czasami mamy okazję poznać kogoś z Polski, albo kogoś, kto mieszka na stałe w Niemczech i już nam się miło robi na sercu. Czasami na tyle się zaprzyjaźnimy ze sobą, że jesteśmy w stałym kontakcie tworząc w zasadzie nową rodzinę.

Tym razem Święta w Niemczech

Tym razem jadę na Święta do Niemiec. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale cóż zrobić? Ostatnie dwa lata to była Polska, teraz czas spędzić Święta Bożego Narodzenia w Niemczech. Wiadomo Święta w Niemczech w niemieckiej rodzinie, to nie Święta w Polsce ze swoją rodziną i bliskimi. Ale tym razem tak się stało i decyzja już zapadła. Wiem, że nic rewelacyjnego mnie nie czeka, pewnie trochę odświętniej niż normalnie, z tego co wiem choinka już stoi. Zapewne będzie trochę dodatkowych słodyczy i, no właśnie co? W zależności od tradycji panującej w rodzinie może być różnie. W jednej rodzinnie niemieckiej jest tak, w drugiej tylko choinka stoi i to wszystko. Dzień jak co dzień, obowiązki takie same. Zobaczymy jak będzie tym razem? To pierwsze Święta w tej rodzinie.

Śliwki w czekoladzie

I co tu zrobić, kiedy podopieczny ma obstrukcję, a lubi czekoladę. No niestety musimy się poddać partyzantce i kombinować, ile fabryka dała. Tak wymyśliłam kupowanie śliwek w czekoladzie. Przemyt tych owoców na lepsze trawienie zakończyło się sukcesem. Chory lubił je jeść, a przez to jadł także śliwki i w zasadzie miał 2 w jednym, i czekoladę i śliwki. Ja nie miałam problemu, a delikwent przynajmniej się nie męczył. I w sumie wszystko było w porządku. Jak my musimy kombinować, będąc opiekunami, to normalnie się w głowie nie mieści. Także dobrze jeśli „ktosiek” w ogóle lubi śliwki. Na szczęście dostępne w sklepie praktycznie cały rok w Niemczech…

Pudelki i my

Każdy ma coś tam w życiu, że mamy albo psa, kota, chomika, czy świnkę morską lub jakiego innego zwierzaka w domu. Mając psa rasowego z rodowodem, to niestety jest problem, bo jakieś tam szczepienia, wizyty u weterynarza (oczywiście regularne) no i trzeba jeździć także na pokazy hodowców psów. Wtedy tor przeszkód na czas i mamy potem czempiona. Nie jest ważne, czy to będzie nasz milusiński, ale sama frajda jest na miejscu z tego wszystkiego. Podobnie jest także za granicą, kiedy opiekujemy się i chorym i  psiakiem, czy kotem. Jeżeli podopieczny jeszcze może się ruszać, to wiadomo, że my i on będziemy dbać o zwierzaka.

Wypadek w pracy

Pracujemy, pracujemy i pracujemy…. Opiekujemy się chorymi za granicą, ale sami musimy na siebie uważać, bo nigdy nie wiadomo, co się może stać. Gorzej, kiedy zdarzy się wypadek, czy choroba, to już mamy takie coś, że nawet źle się czując mówimy po niemiecku, ale jesteśmy Polonusami. Dziwne to jest, lecz jeżeli mówią do nas w innym języku, to nam włącza się w głowie automat językowy i jedziemy jak translator. Faktycznie, człowieka można porównać do specyficznego komputera, który reaguje, jak kliknięciem guzika na klawiaturze. Chyba jednak instynkt i mózg jednak współpracują na jednej fali i można w ten sposób kombinować do woli… Chyba…

Przyjaciele i opieka

W zasadzie musimy pracować jako opiekuni w Niemczech, ale przyjaciele nam zawsze pomagają. Zawsze bowiem można do nich  zadzwonić i poprosić o radę, albo chociażby pogawędzić. Lecz jeżeli także są opiekunami z większym stażem, to warto popytać, jak w danym konkretnym przypadku coś wykonać i jak sobie z czymś poradzić? Głupio czasami tak pytać, ale kto nam poradzi, jak nie przyjaciele po fachu? No trochę wstyd, lecz jeśli mamy pytać, to na pewno nie dzwonić do firmy, bo można się tylko ośmieszyć. Lepiej zadzwonić do kumpli po fachu i oni zawsze pomogą. Zresztą my też tak potem robimy, jak mamy już doświadczenie.

Opieka i facet

Różnie to bywa w życiu. Raz my jesteśmy za granicą, a raz nasz partner życiowy, czy mąż. Trudno wtedy pokonać rozstanie, ale jeżeli mamy kontakt telefoniczny, czy internetowy to chociaż na chwilę możemy porozmawiać i wymienić ze sobą słowo. To takie dziwne jest, lecz po powrocie do domu zawsze jest sympatycznie. Nie to, że musimy wiecznie rozmawiać o zapłaceniu rachunków i czy wszystko jest w porządku, albo czy nasze dzieci są zdrowe i nic złego się nie dzieje. Czasem się denerwujemy, jak jedno z dzieci choruje, a nas nie ma i potem się denerwujemy i wydzwaniamy do domu. No cóż, taka jest praca za granicą.

Kuchnia i opieka

Wiemy, że przez żołądek do serca, więc starajmy się jak najlepiej pracować na Stelli, a właściwie gotować, by zaskarbić sobie sympatię naszych podopiecznych. No wiem, są tzw.”gotowce”, czyli jakaś pizza, albo inne bzdety, ale np. ja zawsze preferowałam kuchnię polską, by pokazać jak wygląda nasza kuchnia. Także uczyłam się kuchni niemieckiej i przez to mam do dzisiaj przepis na ciasto orzechowe. Jest bardzo łatwe w przygotowaniu, bo wszystko się wrzuca do miski, miesza i wkłada się do piekarnika. No i tyle. Nawet nie wiedziałam, że to taka prościcha. No i tak to bywa, bo ja jak to ja pokazałam, jak zrobić polski bigos i było pełne zaskoczenie. Nawet rodzinka się najadła i słoik wzięła do domu.