Poszukiwania opiekuna cd.

Słuchajcie, jeżeli nam ktoś zaginie, który jechał do opieki i nie mamy z nim żadnego kontaktu, to co robimy? Dzwonimy najpierw do znajomych i także na policję zgłaszając sprawę zaginięcia. Najgorsze chyba są te nerwy, które nas dręczą. Jedzie nam osoba z rodziny do opieki w Niemczech i nagle człowieka nie ma? No zadziwiające i emocjonujące, ale nerwy mamy na postronkach i się ciągle denerwujemy. Nikomu nie życzę, żeby takie coś się stało. Pewnie każdy by wpadł w panikę i kombinował, co tylko jest możliwe. Mam tylko nadzieję, że takie sprawy rozwiąże nam policja, albo jakieś biuro detektywistyczne, tylko musimy mieć wtedy pieniążki.

Poszukiwania opiekunów

No dobra, jedziemy do pracy w opiec i nagle giniemy. Słyszałam, że można zaginąć już w trakcie jazdy. Jest to wtedy niebezpieczna jazda. Kurczę, ktoś wyjeżdża i nie wiadomo gdzie się podziewa? Jako np. współpasażer to zawsze się wszystkich pytamy, gdzie człowiek jest, szukamy i wszystkich dokoła pytamy, czy Niemców, czy innych ludzi i szukamy za wszelką cenę. Matko kochana, kiedy ktoś się zgubi i na miejscu go nie ma, to każdy kierowca już kombinuje, zawiadamia policję, a sami staramy się już coś robić, by człowieka znaleźć. Zdarza się, że ktoś gdzieś pójdzie, a reszta się martwi, ale jest też, że znika bezpowrotnie… Chyba dlatego się boimy jechać…

Szkoda nas…

No pewnie, że szkoda nas kobiet. Święto minęło i dalej ten cały kierat. Głupkowate to jak but, ale to my jesteśmy tą „zelówką”. Teraz oglądam tak głupkowaty film, że chyba on sam wymaga opieki. To się nazywa „Nowe przygody Alladyna” i jest tak porąbany, że aż fajny. Co się uśmieję, to moje. Reżyserom czasami chyba odbija totalna palma, a my musimy opiekować się telewizorem, żeby sam, jako sprzęt nie zwariował. My tylko możemy się pośmiać, ale niestety to tylko chwila, by przejść na ciemną stronę mocy i wiadomo o co chodzi. Są filmy mocne, komediowe, kryminalne i romantyczne. Ja w Niemczech poznałam „Kobrę” i chłopaki już są w naszej telewizji. Lubię ich…

Wiosenka zagościła

No OK. Wiosenka zagościła pomimo nieciekawej pogody, ale jesteśmy już na plusie. W sensie temperatury, jasne. Gorzej z opieką nad naszymi „starkami”. Jest to powiedzenie ze Śląska, bo na babcię się mówiło i mówi „Starka”, a na dziadka „Starzik”. Dialekty także pojawiają się w Niemczech i w pewnych regionach nie mówi się, że „Ich bin zu Hause”, ale „Ich bin da Heim”. Szczególnie jest to popularne w Bawarii. Warto czasami tak się pobawić gwarą, bo to nam dodaje splendoru i jeśli pewne rzeczy opanujemy, to mamy możliwość chociaż trochę się popisać. Najlepiej teraz popytać starszych sąsiadów o nazwy regionalne roślin i w domu opowiedzieć z dialektem, jak wiosenne kwiatki się nazywają.

Z wiosną

Jak to mówią: Z wiosną nadzieje rosną i dlatego jeżeli jest taka możliwość wychodzimy z podopiecznym, czy podopieczną w Niemczech na spacer, żeby mieć trochę spokoju i pogaworzyć sobie na różne tematy i uczyć się życia. Mają w końcu więcej doświadczenia życiowego aniżeli my – młodsi. Jednocześnie uczymy ich patrzenia na świat inaczej. Cieszyć się tzw. dniem dzisiejszym i tym, co jest na zewnątrz. Ptaszki, kwiatki, motylki, czy pierwsze oznaki wiosny powodują, że mamy inny stosunek do podopiecznego, czy w ogóle do świata. Szczególnie, kiedy wychodzimy na spacer i możemy sobie porozmawiać. Chyba to dobry sposób?

Opieka i jak?

No pięknie. Jedziemy sobie do opieki, myślimy o pieniążkach lepszych niż u nas tylko nie wiemy, jak to się potoczy. Będąc opiekunką staramy się spełniać warunki, które nam narzuci firma i potem dodatkowo rodzina. Jest to bardzo trudne, ale jeżeli w miarę posługujemy się językiem, to w sumie jest w porządku i jakoś potem dajemy sobie radę. No przecież w domu rodzinnym wykonujemy te same zadania. Pranie, sprzątanie, gotowanie, czy prasowanie to normalne, ale wykonujemy to wszystko machinalnie tak, jak we własnym domu. Myślimy, że jest dobrze, ale rodzina pomimo wszystko kontroluje nas i myślą, że będziemy tańczyć, jak nam zagrają…Ale tak się nie da…

Jaki wygląd?

W sumie jak mamy wyglądać wyjeżdżając do pracy w Niemczech jako opiekunka lub opiekun? Na pewno musimy wyglądać schludnie i zadbani. Tak przynajmniej ja osobiście myślę. W moim przypadku byłam zawsze ubrana skromnie i miałam zawsze poczucie humoru i tendencje do pomagania innym. Zazwyczaj działo się to w marketach, gdzie robiłam zakupy „na Stellę”. Także na ulicy, gdzie nigdy nie wiadomo, co nas spotka… A spotykamy wielu ludzi i jesteśmy dla nich mili i w tym momencie nie jest ważne, jak wyglądamy tylko co sobą przedstawiamy. Pokazuje nam to stosunek do ludzi oraz kulturę osobistą. To ważne chyba… Jak sądzicie?

Tajnos Agentos

Trzeba na Stelli nie raz udawać agenta specjalnego. Kombinować między rodziną, podopiecznym i nami, czyli opiekunami. Często jest tak, że my mamy swoją politykę opieki w Niemczech, a różnica jest między nami i rodziną. Sami przecież nic nie robią przy chorym, nas zatrudniają i potem wymogi, bo płacą. Jest niby OK., ale nadużycia w pewnym momencie dają o sobie znać i my dostajemy w kość. A tak chyba nie powinno być. Pewnie wtedy robimy swoje dla podopiecznego i sami potem próbujemy koło siebie cokolwiek zrobić, zadbać o siebie i nie pracować po 14 godz/dobę. Układ z rodziną jest jasny: chory ma opiekę, my także mamy trochę czasu dla siebie.

Dzień Murarza

Jest taki 1 dzień w roku, gdzie „walimy tynki”. Czyli w sumie mówiąc Walentynki, dzień zakochanych. Pełno jest wtedy czerwieni, serc i kwiatów. Kto pamięta, ten wie. Będąc opiekunką nie mamy na co liczyć, ale zawsze jest ta nadzieja. O, dziwo, czasami podopieczny mężczyzna wręcza nam kwiatek i to jest naprawdę bardzo przyjemne. Kiedyś tak mi się zdarzyło, bo widocznie mnie bardzo lubił i chciał zrobić mi niespodziankę. Po śniadaniu dostąpiłam tego zaszczytu i powiem szczerze, że dzień był naprawdę piękny. Oczywiście musiałam upiec ciasto i było bardzo miło. Co prawda żona musiała kupić wsio, ale ciasto przebiło wszystko. Nie ma to jak wesoło.

Opieka w Niemczech

Bez względu na to, czy wyjeżdżając do opieki nad ludźmi starszymi, czy dziećmi w Niemczech, to i tak musimy się przygotować i z językiem obcym i z obowiązkami, które będziemy musieli wykonywać. Chyba zasada numer1, to przygotowanie się jak harcerz, albo człowiek z survivalu. Nie wiemy, co nas czeka, czy co nas spotka. Dlatego należy zabierać ze sobą niezbędne rzeczy i wyposażenie potrzebne na wszelki wypadek do teczki podręcznej. Walizka jest do pakowania rzeczy zaś teczka, czy torba, by mieć rzeczy potrzebne w pierwszej chwili. Wiadomo, że tam zawsze jest woda w podróży, kanapka, chusteczki, słodycze, czy soczek. Czyli survival…